163040246 128608399269625 1538684182624576779 n

Partnerzy

podkarpacie
ustrzyki
besko
ebukowsko-jpg
izagorz-jpg
etyrawa-jpg
ekomancza-jpg
lesko
zarszyn
brzozow
wbieszczadach.net
wsanok
 

Zostań

Zostań fotoreporterem ezarszyn.pl Byłeś świadkiem zdarzenia? Masz zdjęcia, nakręciłeś film bądź napisałeś ciekawy artykuł i chcesz go opublikować? Bądź pierwszy i napisz do nas!
Kontakt z redakcją:

E-mail: redakcja@ezarszyn.pl

Tel. 502 920 384
Tel. 782 795 602
 

Pod patronatem

LOGO ORKIESTRY

logo posada

Reklama

Dobry duch - Absolwentka PWSZ Sanok opowiada o życiu i planach na przyszłość

Są ludzie, którzy tylko marzą, i są ludzie, którzy spełniają swoje marzenia. Angela Gaber właśnie wydała swoją drugą płytę. Potrafiła poruszyć, wzruszyć i oczarować wielu ludzi, którzy dzięki portalowi Polak Potrafi „podpisali się” pod jej pracą i wyrazili chęć słuchania artystów. Nietuzinkowa, wspaniała osoba jest ciągle w drodze i wciąż coś tworzy. Nie wszy­scy wiedzą, że Angela Gaber studiowała na naszej uczelni. To tutaj pod okiem profesorów stawiała swe pierwsze kroki na muzycznej pięciolinii.

Angela1

 

Edyta Wilk: Skończyłaś studia blisko dziesięć lat temu. Jak wspominasz sa­nocką uczelnię?

Angela Gaber: Studia skończyłam w 2004 lub 2005 roku. Studiowałam na PWSZ Sa­nok dwa kierunki – kulturę krajów karpa­ckich i edukację muzyczną. To był wspa­niały, intensywny i szalony czas. Jednak miałam wtedy kompleks, że to nie Kraków, nie duży uniwersytet… Dopiero kiedy po­jechałam do Krakowa kontynuować studia, zrozumiałam, że moje myślenie było błęd­ne. Fakt, zrealizowałam swój plan, ale… do­ceniłam też kameralność sanockiej uczelni. Wspominałam bliski kontakt z profesorami i indywidualne podejście do studentów. To, że zajęcia były prowadzone nie tylko na uczelni, odbywały się również np. w Skan­senie, w cerkwiach, było organizowanych mnóstwo wycieczek. W Krakowie to był moloch, wszyscy anonimowi. Profesorowie nie byli tak przystępni. Kraków unaocznił mi też, jak gruntowną wiedzę zdobyłam właśnie w Sanoku. Warto było studiować w Sanoku, to niezapomniane i piękne lata. Studenci tutaj to była jedna wielka rodzina. Wszyscy sobie pomagali i byli ze sobą nie­samowicie zżyci. Dużo dawały nam wspól­ne wyjazdy. Wycieczki, podróże to ważna część edukacji. Rozwija nasze myślenie o świecie i integruje ze współuczestnika­mi. Zbliża ludzi. Studentów i profesorów.

Pamiętasz, jakie miałaś marzenia jako studentka? Czy zmieniły się od tamtego czasu? Ewoluowały?

Marzenia to najtrudniejszy temat! Ja często chodzę z głową w chmurach, ale zawsze trochę bałam się marzeń. Myślałam, że za dużo chcę, za dużo pragnę. Byłam ostroż­na w pragnieniach, a to nie powinno tak być. Podświadomie i później świadomie zawsze chciałam być na scenie i podróżo­wać. Chciałam być kierownikiem swojego losu. Nie zapowiadało się, że tak będzie, a teraz… Musiałam zaryzykować, powal­czyć o to i udało się. Podróżuję, śpiewam, robię to, co kocham. Jestem panią swojego losu. I ciągle tworzę. Jestem ciągle wyżej, niż byłam przed chwilą. A o to przecież w życiu chodzi, by się rozwijać, iść, nawet małymi kroczkami, ale zawsze do przodu. Nie cofać się!

Co poradzisz studentom, artystom, któ­rzy marzą właśnie o takiej twórczej pra­cy? Chcą tworzyć, śpiewać, grać czy po prostu rozwijać się artystycznie?

Hmm… Niech ryzykują! Nie boją się! Wia­domo, nie każdy odnajdzie się w takim try­bie życia. Taki mamy system, że potrzebni są również urzędnicy, księgowi i inni. Jeśli tylko ktoś ma jakiś polot, czuje, że chce, to niech walczy o siebie. Nie boi się być sobą.

Angela2

Nie boi się i pokazuje swoje możliwości. Reklamuje się?

Tak. Trzeba mówić o sobie. Należy się re­klamować. Trzeba mieć w sobie pokorę, ale i chwytać okazje. Jeśli robimy coś dobrze, to chwalmy się tym! Jeśli będziesz siedzieć w piwnicy, to nawet będąc najlepszym ma­larzem czy muzykiem, nic nie osiągniesz. Trzeba wyjść z piwnicy i dać się poznać. Robić szum wokół siebie. Pokazywać ko­lory, które są w naszym życiu, wspaniałych ludzi, miejsca. Czasem pukać do zamknię­tych drzwi, pukać aż się otworzą. Jeśli masz w sobie twórczy zalążek, trzeba działać. Wiadomo, na początku bywa trudno, cza­sem trzeba równocześnie zbierać truskaw­ki i malować, zbierać ogórki i pisać, trzeba sprzątać hotel i śpiewać. Ja tak robiłam na początku.

Opowiedz o tym okresie. Zbierałaś tru­skawki?

Nie truskawki, ale pamiętam taki jeden mo­ment w życiu… Pracowałam kiedyś w cza­sie wakacji w luksusowym hotelu w Anglii. Wszystko tam było błyszczące, ze szkła i chromu. To była ciężka praca. W ciągu paru godzin musiałam posprzątać kilka­naście pokoi. Na początku wydawało mi się, że nie dam rady, ale rękawy zakasane, pot spływa po plecach i idziesz do przodu. Kobiety, które kontrolowały czystość, kład­ły się na podłodze, by sprawdzić, czy nie ma jakiejś plamki. Ale do czego zmierzam. Kojarzysz teledysk Ani Dąbrowskiej „Tego chciałam”? Ona właśnie w tym teledysku pcha taki wielki wózek w hotelu. I ja, jak ta Ania w teledysku, pcham kiedyś wózek i nucę sobie piosenkę, cichutko pod nosem. Mija mnie inna pracownica, Murzynka, któ­ra na cały głos śpiewa soulową piosenkę. Wspaniały głos, piękna melodia. Zero skrę­powania. Śpiewała całą sobą. Pomyślałam sobie, że nie chce tak skończyć. Nie znałam jej historii, ale postanowiłam sobie, że nie będę śpiewać tylko do ręczników w szafie.

Być może ona tak jak ty pracowała, by móc śpiewać? Może w ciągu dnia w ho­telu, a wieczorem śpiewała gdzieś dla ludzi?

Właśnie! Nie znałam jej historii, ale wiesz, zobaczyłam jakby siebie idącą w przeciw­nym kierunku. Osoba w tym samym miej­scu, z podobnym talentem, wspaniałym głosem, potencjałem muzycznym. Pomy­ślałam sobie, że to nie może być tak, że przez całe życie będziesz zbierać truskawki albo składać ręczniki.

Udało ci się. Wydałaś już dwie płyty, wkrótce czas na następną. Trzecia po­wstanie w tym samym składzie?

Nie. W sumie nie wiem jeszcze. Nie planuje takich rzeczy. Właśnie to lubię w tej pra­cy, że nigdy nie wiadomo, kogo się spotka i kiedy stworzy coś nowego, fantastycznego i wspaniałego. Tak samo z koncertami, któ­re kocham. Raz jest duet, raz trio, a raz sześć osób. Za każdym razem wychodzi coś no­wego i kolorowego. Przy okazji zapraszam wszystkich na nasze koncerty! Studentów i profesorów. Miło mi, że ktoś jeszcze pa­mięta, że studiowałam w PWSZ w Sanoku.

Trudno zapomnieć tak charyzmatyczną i kolorową osobę. Kulturalnie przynale­żysz do Sanoka.

A z tym to jest różnie. Media boją się pisać o mnie „nasza”. Pochodzę z Ustrzyk Dol­nych, a generalnie tworzę, mieszkam w Sa­noku. Jestem człowiekiem z ziemi niczyjej. Nie mam takich jednoznacznych korzeni.

Może inaczej: masz szerokie, rozłoży­ste korzenie? Rozprzestrzeniają się od Ustrzyk po Sanok. To było słychać na pierwszej płycie; to była interpretacja pieśni tradycyjnych. Druga jest już zu­pełnie inna. Słyszę tam ciebie i twoje rozterki. Trzecia dalej w takim klima­cie?

Nie! Mam coraz większą ochotę zrobić coś nowego. Jestem kojarzona lirycznie i smut­no. Mam ochotę przełamać ten schemat i zaskoczyć słuchaczy nową zabawą sło­wem i muzyką.

W takim razie czekamy na trzecią pły­tę. Życzymy dalszych sukcesów NASZA PWSZ-etowa Angelo :). A skoro nie ma zamkniętego składu zespołu, to czy ktoś, kto ma dobrą energię i głowę peł­ną pomysłów, chęć tworzenia, może tak po prostu do ciebie zapukać?

Tak! Jak najbardziej! Ja cały czas szukam. Lubię zmiany. Nowi członkowie zespołu nie tylko wnoszą świeżą energię, odkryw­cze pomysły, ale też motywują do cięższej pracy. Oczywiście, jeśli ktoś jest dobrym duchem i marzy o tworzeniu nowej muzyki – zapraszam!

 

rozmawiała:  Edyta Wilk

zdjęcia: Piotr Piegza

Artykuł ukazał się w numerze 3-4(27-28)/2015 Magazynu Studentów PWSZ w Sanoku „Ob.Sesja”, redagowanego przez studentów kierunku NOWE MEDIA, REKLAMA, KULTURA WSPÓŁCZESNA.

okladka